Kalenji

Image
Fot.: Paweł Kowalik

Marcelina Puchała: Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłam, kiedy dostałam te buty. I to w sumie nie dlatego, że to świeżynka od Kalenji. Ani nie dlatego, że to but treningowo-startowy, który najbardziej doceniam. Najzwyczajniej w świecie ubóstwiam buty do biegania. A ten nowy model Kalenji Kiprun LD prezentuje się niezwykle dobrze.


Zacznijmy od krótkiej nomenklatury. Kiprun to zlepek dwóch słów. „Kip” to pierwsze trzy litery najbardziej popularnych kenijskich nazwisk biegowych. Komu nie kojarzy się znajomo Kiprop, Kiprono, Kiplagat, czy Kipchoge? A że wszystkie nazwiska z przedrostkiem kip wywodzą się z plemienia Kalenji, zamieszkałego w Dolinie Ryftowej w Kenii, skąd wywodzą się wszyscy wielcy kenijscy długodystansowcy, więc „Kip ”idealnie pasuje do nazwy tego buta biegowego. Z kolei drugą część „run”, nikomu tłumaczyć nie trzeba. Natomiast LD, to nic innego jak akronim angielskich słów „Long Distance”, czyli to idealny but do biegania długich dystansów. 

Wygląd

Każda dziewczyna przyzna mi rację, że to najważniejsza cecha buta biegowego! :) Zostało kiedyś powiedziane, że buty do biegania nie muszą wyglądać. Jednakże gdybyśmy w każdej dziedzinie życia mieli taki pogląd, to byłoby ono naprawdę szare i brzydkie. Kobiety uwielbiają rzeczy funkcjonalne, ale muszą też być ładne. Kiprun LD według mnie jest bardzo ładny, w szczególności w porównaniu z modelem zeszłorocznym. Dość stonowany, nie świeci jak żarówka. Przyzwoity niebieski i klasyczny czarny z akceptowanym odcieniem różu. Można się w nim śmiało pokazać między koleżankami. To dobry kierunek rozwoju butów do biegania i mam nadzieję, że nie wrócimy już do startych, obciachowych, rażących oczy butów Kalenji.

Image
Fot.: Paweł Kowalik

Specyfikacja techniczna

Po prostu WOW! Kalenji dokonało czegoś, co nawet specom od technologii w centrum Asicsa, czy Adidasa się nie śniło. K-Only to opatentowany system, dzięki któremu buty są odpowiednie dla każdego rodzaju stopy biegacza. Z kolei z tyłu na wysokości pięty znajdziemy, znany już z poprzednich lat, system amortyzacji K-Ring, w kształcie amerykańskiego przysmaku donut. Dzięki pustej przestrzeni pośrodku pozwala rozprowadzić falę uderzeniową podczas uderzenie o podłoże. But jest zdecydowanie lżejszy niż jego poprzedniczka z zeszłego sezonu i waży jedynie 280 g.
 
Image
Fot.: Paweł Kowalik
 
Jak się biega?

Koniec teorii, czas na praktykę. Po pierwsze biega się w tym niesamowicie komfortowo! To największa zaleta tego buta. Miękki, całkiem dynamiczny i niezwykle wygodny. Dobre dopasowanie do stopy idzie w parze z miejscem na palce i wygodą. Są nie za miękkie, ani nie za twarde. Przebiegłam w nim parę jednostek treningowych (ponad 120 km) oraz Półmaraton Warszawski i nie mogę rzec złego słowa. Zero uszkodzeń czy odcisków oraz obtarć, nawet jednego, najmniejszego! Odpowiada za to poprawiony następujący element. But nie jest już szyty – jest termicznie zgrzewany, czyli tłumacząc z polskiego na nasze – nie uwiera podczas biegu. Można się jedynie przyczepić do cholewki w okolicach pięty. Jest zdecydowanie za gruba. Przy obecnym trendzie na maksymalne odchudzanie buta i tworzenie czegoś na wzór skarpety z podeszwą (patrz Nike), to mały minus tego modelu.
 
Image
 Fot.: Paweł Kowalik
Podsumowanie

Obecnie to mój ulubiony model treningowo-startowy na długie dystanse. Jest niesamowicie wygodny i dysponuje niezłą amortyzacją. W odróżnieniu od swojej poprzedniczki poprawiona została cholewka i zastosowano innowacyjny system, który stanowi o jego uniwersalności. Dodatkowo – nie wymyślili go „jacyś” specjaliści – testowała i zaakceptowała go sama Sophie Duarte. Mistrzyni Europy w biegach przełajowych, która wykręca 32:21 na 10 kilometrów. Reasumując, but jest ładny, ma odblaski, nie powoduje obtarć, solidna pozycja na rynku biegowym!
 
Image 
 
{moscomment}