Image Wojtek Szota: Dziś miała miejsce inauguracja zimowego cyklu Biegów Górskich w Falenicy (zobacz filmik ze startu, wyniki, galeria 1, galeria2). Zawodnicy zmierzyli się z najtrudniejszą trasą biegową w "warszawskiej metropolii". Ogromne przewyższenie (w przypadku 10 km - to 255m), praktycznie bez odcinków płaskich, tylko podbiegi i zbiegi czyli trudne wyzwanie dla biegaczy przyzwyczajonych do mazowieckich równin. Jednocześnie to doskonała okazja do wykuwania siły biegowej. Atutem zawodów jest możliwość wyboru różnych długości dystansu (3,3 km, 6,6 km lub 10 km). Zawodnicy zjawili się wyjątkowo licznie choć od rana co chwila padał rzęsisty deszcz.

Do zapisów ustawiła się długa kolejka, którą z mozołem rozładowywali organizatorzy Małgosia i Grzesiek Krochmal. Na szczęście tuż przed startem przestał padać deszcz i dobra pogoda utrzymała się do końca zawodów, a momentami zza chmur pokazywało się „wiosenne" słoneczko. Ja swój bieg zacząłem bardzo ostrożnie stopniowo nadrabiając dystans na podbiegach. Patrzyłem z podziwem na tych, którzy zbiegając pędzili na złamanie karku. Ręce, nogi wydawały się fruwać bezwładnie niczym wiatraki a jednak nikt się nie wywracał. Specjaliści potrafili na długich zbiegach nadrobić nad rywalami kilkanaście metrów. Oprócz siły i kondycji trzeba było wykazać się ogromną sprawnością i kocią elastycznością aby liczyć się w walce o zwycięstwo. W rywalizacji na 10 km najszybszy wśród panów był Robert Celiński a wśród pań Beata Andres.


{google}-307936692903840122{/google}