Bartosz Kurzawski: Już po raz siódmy wystartował spod pomnika Poznańskiego Czerwca Maraton Lednicki im. Jana Pawła II. Celem były Pola Lednickie, które jak co roku, gościły uczestników Lednickiego Spotkania Młodych, które w tym roku obchodzono pod hasłem: „ JPII - Liczy się świętość!". Pod Poznańskimi Krzyżami powitała nas piękna pogoda, chyba lepsza na plażę, niż pokonywanie biegiem 46km. Prezes Stowarzyszenia Biegowego „Brylant Kórnik" Krzysztof Buszkiewicz, po udzieleniu wywiadu dla radia i telewizji, powitał biegaczy i dał sygnał do startu. 98 śmiałków ruszyło na trasę, a nad nimi powiewały flagi miejscowości, z których przybyli.

Przy aplauzie, a czasem irytacji poznańskich kierowców, peleton dotarł na pierwszy postój w lasku pomiędzy Koziegłowami a Kicinem. Po pierwszym punkcie odżywczym i zarazem gaszącym pragnienie, organizatorzy postanowili zwiększyć częstotliwość punktów, gdzie biegacze robili przerwę na uzupełnienie płynów, gdyż temperatura przekraczała 30 stopni.

Kolejnym punktem postoju z najlepszym wyszynkiem na trasie była wieś na skraju gminy Swarzędz: Karłowice. Tam od lat miejscowi sympatycy naszego maratonu pieką dla nas pyszne ciasta, serwują napoje i robią smaczne kanapki. Tak nakarmieni biegacze mają nieco mniejszą ochotę na bieg, na szczęście towarzyszy im już wtedy autobus firmy Kombus z Kórnika, gdzie każdy, kto nie czuje się na siłach, może odpocząć i nabrać sił na następny etap.
Równie dobry catering jest na następnym postoju w miejscowości Wronczyn. Tu biegaczy wita syrena strażacka i pyszna miętowa herbata. Maraton zbliża się do Pól Lednickich i, mimo wieczornych już godzin, temperatura maleje nieznacznie.

Na ostatnim postoju panuje pełna mobilizacja. Już niecałe 4 kilometry i maraton wbiegnie pod Bramę Trzeciego Tysiąclecia, zwaną potocznie Rybą. Mimo potwornego zmęczenia, nierzadko przyprawionych  otarciem stóp i nóg, każdy ma na twarzy uśmiech, niektórzy łzy radości. Jest to jedyna impreza biegowa w kraju, gdzie na finiszu entuzjastycznie dopinguje biegaczy 80 tysięcy młodych ludzi, patrzących z podziwem na tych, którzy na własnych nogach dotarli pod Rybę biegiem. Nie zabrakło ciepłych słów powitania przez gospodarza spotkania, Ojca Dominikanina Jana Górę i podziękowań od Krzysztofa Buszkiewicza  Prezesa Stowarzyszenia.

A było za co dziękować: wiele osób jedząc grochówkę z pięknym medalem w kształcie ryby na szyi przyznało, że warto walczyć przez 46 km żeby poczuć się jak bohater, wbiegając na metę wśród oklasków tysięcy ludzi. I tym wszystkim, którzy tego dokonali składamy serdeczne gratulacje i wyrazy szacunku. Jednocześnie  zapraszamy do przeżycia tego wszystkiego jeszcze raz za rok.

Przygotował: Bartosz Kurzawski
 
Fotorelacja
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
 
 {moscomment}