28-letni Kenijczyk Julius Njogu pojawił się nagle na ostatnim kilometrze maratonu w Nairobi (Standard Chartered Nairobi Marathon - 25.10.15). Na mecie przy entuzjazmie kibiców i spikera zgromadzonych na Nyayo National Stadium, skutecznie finiszował w walce o drugie miejsce, uzyskując "teoretyczny" czas 2:13:25. Za ten wyczyn należała się regulaminowa premia w wysokości 5800 euro. Spiker nawet wykrzyczał na mecie, że "ktoś właśnie zarobił pieniądze". Jednak już po chwili zaczęły się wątpliwości. Julius Njogu jednak uparcie starał się przekonać, że przebiegł cały maraton i na dowód tego nawet ściągał buty, aby pokazać pęcherze na stopach. Wtedy dyrektor imprezy Ibrahim Hussein, były zwycięzca takich maratonów jak Boston i Nowy Jork, stwierdził że obserwował walkę na trasie od początku do końca i nie widział Njogu. Jego słowa potwierdził też zapis telewizyjny. Organizatorzy nie byli wyrozumiali i oszukujący biegacz został aresztowany.

Przy dzisiejszych możliwościach technicznych jak chipy, kamery i dużym zainteresowaniu kibiców trudno uwierzyć, że ktoś może liczyć na powodzenie takiego oszustwa. Jednak w przypadku maratonu w Nairobi, nie jest to aż tak niecodzienne zdarzenie. W 2013 roku za podobny czyn zdyskwalifikowano dwie kobiety, które również "osiągnęły" miejsce na podium.

Jednym z najsłynniejszych oszustów był Sergio Motsoeneng, który w 1999 roku zamienił się na 87-kilometrowej trasie Ultramaraton Comrades... ze swoim bratem bliźniakiem. W "genialnym" planie zawiódł drobny szczegół. Bracia mieli różne zegarki i nosili je na rożnych rękach. Sergio Motsoeneng otrzymał 10-letni zakaz startu w imprezie. Powrócił w 2011 roku zajmując świetne trzecie miejsce. Test antydopingowy wykazał jednak obecność niedozwolonych środków... i  Motsoeneng otrzymał kolejną dyskwalifikację.

{moscomment}