Image Sportowe media już o tym pisały ale "ku pokrzepieniu serc" jeszcze raz weekendowo, przypominamy to interesujące wydarzenie.

Wojciech Szota: Czasem Ci, którzy nie znają biegania od strony profesjonalnych zmagań pytają kim jest zając lub nazywając fachowo pacemaker. Gdy im się tłumaczy, że to ktoś kto ma pomóc faworytom wygrać i osiągnąć dobre czasy poprzez poprowadzenie stawki, nadawanie tempa zwykle wtedy pada pytanie: dlaczego zając sam nie stara się wygrać?. Odpowiedź wydaje się oczywista... a jednak nie do końca. Czasem sen zająca o sławie spełnia się. Całkiem niedawno głośnym echem obił się niespodziewany triumf 19-letniego Elijaha Mbogo podczas maratonu w Singapurze (02.12.2007). Ten młody Kenijczyk, który nigdy dotąd nie ukończył maratonu miał poprowadzić stawkę do 30 km. Kiedy zorientował się, że rywale biegną bardzo ospale a siły jeszcze go nie opuszczają - jak sam powiedział - pierwszy raz się odważył i pierwszy raz wygrał.

Ruszył do przodu wypracowując ogromną przewagę. Pościg rozpoczął się jednak zbyt późno i na mecie różnica wyniosła 2 szczęśliwe sekundy. Nagrodzona została młodzieńcza fantazja ale też i dobra forma ponieważ osiągnięty czas (2:14:23) to nowy rekord trasy. 

Zdarzenie to ma również swoje drugie oblicze. Wśród zawodowców krąży stara prawda, która tym razem jak nigdy jest aktualna - „nigdy nie ufaj zającom". Żelazny faworyt tych zawodów i zwycięzca dwóch wcześniejszych edycji maratonu w Singapurze Amos Matui także reprezentujący Kenię stwierdził na mecie, że prawie do końca był pewien zwycięstwa.

Pacemakerzy pomagają także zwykłym biegaczom osiągać założone czasy, rekordy życiowe, motywować do utrzymania tempa. Na większych maratonach ich obecność jest obowiązkowa. Na trasie widać wtedy odpowiednio oznaczone, duże grupy biegaczy, które niestety im bliżej mety stopniowo topnieją. Jesteśmy ciekawi czy i wy biegaliście kiedyś z pacemakerami, czy takie wsparcie było dla Was pomocne?{moscomment}