ImageWojtek Szota: Chinka Zhang Yingying pobiła rekord świata w maratonie w kategorii juniorek. Z czasem 2:22.38 zwyciężyła w 6. Maratonie w Xiamen. Wynik godny podziwu ale od razu nasuwają się pewne skojarzenia historyczne... całkiem niedawne.  Wraca refleksja nad fenomenem „zupy z żółwia" i trenerem Ma Junrenem. Jego „nowatorskie" metody sprawiły, że nieznane Chinki wygrywały i biły rekordy na dystansach od 1500 m do 10 000 m począwszy od Mistrzostw Świata w Stuttgarcie (1993). Na wszelki wypadek  grupa startowała głównie w Chinach a jak wiemy tam zjawisko dopingu praktycznie „nie istnieje". W końcu jednak „zupa z żółwia" okazała się niestrawna nawet dla chińskich władz - trenera zwolniono a grupa po prostu zniknęła z bieżni.  Perspektywa igrzysk olimpijskich i duży nacisk na osiągnięcie megasukcesu nakazują podchodzić do tych wyników z ostrożnością.

Władze chińskie szykują się do wojny sportowej ze Stanami Zjednoczonymi. Dominacja w sporcie ma pokazać, że Chiny aspirują do bycia wiodącą potęgą dzisiejszego świata. Sport jest jednym z wielu obszarów ekspansji.  Szef Państwowej Administracji Sportu Liu Peng zapowiedział, że „walka z dopingiem będzie bezwzględna i musi przywrócić sprawiedliwość w sporcie". Na Efekty nie trzeba było długo czekać. W Chinach już dziś prawie nikt się nie dopinguje,  co z dumą jest obwieszczane światu. O aferach z biegaczkami i pływaczkami* nikt nie pamięta, a trener Ma Juhren ma się dobrze i jest jednym z notabli we władzach sportowych. Nie chcę nikogo pochopnie osądzać ale jestem ciekaw czy w Pekinie będziemy oglądać seryjne zwycięstwa chińskich sportowców.

* Na mistrzostwach świata w Rzymie w 1994 r. chińskie pływaczki zdobyły 12 złotych medali w 16 konkurencjach. Rok później 7 z nich zostało zdyskwalifikowanych za doping. {moscomment}