ImageW Londynie Kenijczycy ponieśli klęskę w wielu konkurencjach biegowych. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Szef szkolenia kenijskich biegaczy Julius Kirwa znalazł przyczynę klęski. Kirwa powiedział, że Kenia straciła kilka złotych medali bo… zagraniczni biegacze trenowali przed igrzyskami w Londynie… w Kenii. Obcokrajowcy mieli poznać tajniki treningu i teraz pokonują Kenijczyków w ich specjalnościach. Na łamach starafrica.com możemy wyczytać, że Kirwa poprosił nawet rząd i federację lekkoatletyczną aby uniemożliwiły zagranicznym zawodnikom trenowanie w Kenii. Jako niechlubne przykłady podał m.in. podwójnego złotego medalistę Brytyjczyka Mo Farah (10 km i 5 km), Algierczyka Taoufik Makhloufi (1500 m), Turczynkę Asli Cakir (pierwszy złoty medal w historii dla Turcji w lekkoatletyce – 1500 m) czy triumfatora olimpijskiego maratonu Ugandyjczyka Stephena Kiprotich.

Przypomnijmy, że Polakom również zdarzało się  trenować w Kenii, wspomnijmy choćby Marcina Lewandowskiego czy Mariusza Giżyńskiego. „Musimy chronić naszą własność przed inwazją obcych” – mówi Kirwa. Czy takie deklaracje to tylko żałosne tłumaczenia przegranego trenera, czy faktycznie pójdą za tym oficjalne działania, zapewne zobaczymy niebawem. Organizowanie obozów treningowych to w końcu też konkretne korzyści finansowe dla federacji.

{moscomment}