Co prawda nie naszego autorstwa, ale też bardzo ciekawy:) Stephen Kiprotich odpowiedział na pytania ugandyjskiego portalu „New Vision” (tutaj całość po angielsku). Polecamy! Poniżej kilka fragmentów, jakie przygotowaliśmy dla Was. Kiprotich opowiedział o walce w Londynie, ale też o ostatnich chwilach przed startem, o tym jak radzi sobie z nagłą popularnością, padło też pytanie o religię…

New Vision: Czy spodziewałeś się złotego medalu?

Kiprotich: Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się. Moim marzeniem było medal jakiegokolwiek koloru. Gdy z przodu pozostało tylko nas trzech, zdałem sobie sprawę, że mój sen może się spełnić. Siedem kilometrów przed metą poczułem, że mogę jeszcze przyśpieszyć i zdecydowałem się to zrobić. Myślałem, że rywale ruszą za mną, ale nie zrobili tego, więc przyspieszałem aż do mety.

Jakie to uczucie być mistrzem olimpijskim?

 Cudowne. Jestem bardzo szczęśliwy. Czuję się bardzo dobrze. Spełniły się moje marzenia. Natychmiast po ukończeniu maratonu, ludzie przychodzili do mnie i pytali, czy wiem co właśnie zrobiłem? Odpowiadałem - oczywiście, że wiem zdobyłem złoto!
Ludzie nadal mnie pytali, czy zdaję sobie sprawę z rangi wydarzenia. Dopiero teraz jednak zdałem sobie sprawę, jakie to jest wydarzenie. Stało się to, kiedy zobaczyłem tłumy radosnych ludzi, wtedy zrozumiałem jak wielki wpływ miał złoty medal na moich rodaków.

W pewnym momencie biegu złapałeś się za udo?

Tak, pojawił się ból. To był efekt długiego biegu po asfalcie. Czułem charakterystyczne „ciągnięcie” w mięśniu. Jednak byłem wystarczająco zdeterminowany aż do mety.

Powiedz nam jak spędzałeś ostatnie chwile przed tym historycznym maratonem.

Zacznę od poprzedniego dnia. Zrezygnowałem z jakiegokolwiek treningu. Za dużo kłębiło mi się w głowie różnych myśli. Zastanawiałem się, co mógłbym zrobić dla swojego kraju.
W dniu startu, obudziłem się o 5.30, wziąłem prysznic, wypiłem filiżankę herbaty i zjadłem kromkę chleba. Dwie godziny przed biegiem, ruszyłem na start z butelką wody. Mój fizjolog
Michael Aleku przeprowadził ze mną rozgrzewkę, rozciąganie i zaaplikował kilka masaży.

Twoja wartość zwłaszcza finansowa bardzo wzrosła, jak sobie z tym radzisz?

Pieniądze nie są dla mnie problemem. To, co mnie kręci to wygrywanie. Najważniejsze jest odnoszenie sukcesów w karierze lekkoatlety. Chciałbym zdobyć jak najwięcej medali. Nie spieszę się z wydawaniem pieniędzy. Zostawię je na koncie, aby później zainwestować. Wyciągnę teraz tylko na najpilniejsze potrzeby, np. aby starczyło na wybudowanie domu. Pieniądze pomogą mi też efektywniej trenować. Mam też doradców, którzy pomagają mi zarządzać pieniędzmi jak mój ugandyjski menager Godfrey Nuwagaba.

Czy status gwiazdy nie zakłóci twojej kariery?

Jestem bardzo prostym człowiekiem. Chcę taki pozostać. Interesujące jest to, jakie korzyści może ci przynieść tego rodzaju status. Przed maratonem wydawało mi się, że tak naprawdę niewiele osób obchodzę. Teraz każdy nagle jest mną zainteresowany. Lubię ludzi. Ale ludzie powinni również dać mi czas, by żyć własnym życiem. Nie chciałbym również robić przerw w treningu.

Niektórzy mówią, że teraz, gdy zdobyłeś olimpijskie złoto, masz pieniądze to powinieneś wrócić do szkoły.

Jestem gotowy, aby wrócić do szkoły, zwłaszcza, że mam zaoferowane stypendium. Już wcześniej myślałem o powrocie do szkoły. Musiałem się jednak troszczyć też o swoje rodzeństwo i ich utrzymanie.

Na mecie ukląkłeś i uczyniłeś znak krzyża świętego. Czy modlisz się przed startem?

Jestem zagorzałym katolikiem. I zwykle modlę się dwa razy dziennie. Modlę się rano, przed i po posiłku i przed snem. Oczywiście przed maratonem też się modliłem. Pamiętam, że Domenic Otuchet prezydent Ugandyjskiej Federacji Lekkoatletycznej również modlił się za mnie w przeddzień maratonu.
{moscomment}