Fenomen Luisa Enrique - cz. 1

Fenomen Luisa Enrique: po maratonach przyszedł czas na Iron Man
i Marathon des Sables, 245km po pustyni...


Image

Maciej Rudnik: 20.czerwca Luis Enrique podpisał dwuletni kontrakt z czołowym włoskim klubem AS Roma. Milion euro za każdy ukończony maraton-można by powiedzieć, ponieważ kontrakt opiewa na 3miliony euro brutto za sezon. Jak wytłumaczyć powierzenie drużyny o takim dorobku jak Roma komuś, kto jest debiutantem wśród szkoleniowców, kto poza młodymi wychowankami Barcelony nigdy nie prowadził zawodowej drużyny? Po przeczytaniu tego artykułu jakiekolwiek wątpliwości czytelników „Maratończyka" powinny zostać rozwiane, tak jak to miało miejsce z działaczami z Wiecznego Miasta.


Złoty medal olimpijski na ścianie, półki z licznymi trofeami, domy nad Morzem Śródziemnym i Atlantykiem, luksusowe samochody w garażu oraz szczęśliwa rodzina. Luis Enrique mógł prowadzić spokojne, beztroskie życie. Jednak jemu ciągle było mało! Dlatego po złamaniu trzech godzin w maratonie, Lucho, jak nazywają go kibice, ukończył trzy Ironmany oraz jeden z najbardziej ekstremalnych biegów na świecie: sześciodniowy Marathon des Sables, 245km po piaskach Sahary.

Image

-Jestem „dziwnym stworzeniem"- przyznaje Asturyjczyk- bowiem jeszcze będąc piłkarzem myślałem o starcie w triathlonie. Natomiast ukończenie całego Ironmana widziałem jako zbyt trudne dla mnie, zwłaszcza dlatego, że jestem takim sobie pływakiem. Poza tym wątpiłem, czy moje stawy kolanowe, skokowe i inne wytrzymają trening triathlonowy po tylu latach gry w piłkę. Po zakończeniu piłkarskiej kariery zacząłem biegać maratony, ukończyłem wyścig kolarski taki jak Quebrantahuesos ( 200km z podjazdami, które zrobiłem w 6godzin i 42minuty, co dodało mi pewności przed 180km w Ironman), aż przyszła kolej na Ironmana. Chciałem też obalić mit Ironmana, pokazać, że przygotowując się dobrze do niego nawet zwykły sportowiec-amator może go ukończyć.

Były gracz Barcelony nigdy nie denerwował się przed meczami nawet tymi o najwyższą stawkę. Spał snem sprawiedliwego. W piłce wszystko było jasne, wiedział co go czeka: było jedenastu na jedenastu. Jednak przed startem w maratonach czy Ironmanem wygląda to inaczej i ciężko mu jest spać. Jak sam przyznaje, umie powstrzymać emocje, ale ma nowy cel: przekroczyć linię Ironmana razem ze swoimi dziećmi.

 IRONMAN

Nigdy nie był dobrym pływakiem, dlatego przygotowania do Ironmana zaczyna od specjalnych treningów pod okiem fachowca. Rok przed debiutem rozpoczyna trening pływacki.  2-3 razy w tygodniu chodzi na zajęcia. Ale za ostry trening bierze się 6miesięcy przed startem. Pierwsze trzy miesiące traktuje jako bazę, jako przygotowanie, a trzy ostatnie trenuje już pod kątem startu. Przyznaje, że jest bardzo sumienny: robi dokładnie to, co ma zapisane w planach-ani więcej ani mniej, żeby uniknąć przetrenowania lub niedotrenowania.

Nie robi typowego treningu triathlonistów, czyli trzech dyscyplin w jednym dniu. Gdy ma długi trening kolarski, wtedy przejeżdża 150-160km i już nic więcej nie robi w tym dniu. Po 1000metrach na basenie jest wykończony.

Frankfurt, 1.lipca 2007r.

Pobudka o 3:30. Jak mu powiedział znajomy, czwartą specjalnością Ironmana jest właśnie pobudka. Po śniadaniu wyjazd autokarem nad jezioro. O 6:45 podczas rozgrzewki zdaje sobie sprawę, że ciężko będzie pływać razem z 2600 zawodnikami.

Pływanie.

Start o godzinie 7:00.

Do pierwszej boi jest 700metrów, ale nie ma żadnego momentu, aby ktoś go nie trącał. Ręce, łokcie, kopniaki, szturchnięcia- non stop stres. Po pierwszym nawrocie, następna boja jest w odległości ok.1100metrów. Wydaje mu się, że powinno być lepiej, ale nic z tych rzeczy. Nadal trwają szturchańce. Przychodzi moment, że już się do wszystkiego przyzwyczaja. W pewnym momencie czuje, jak ktoś z tyłu rozcina mu stopę. Prawdopodobnie zrobił to stoperem.

Podczas drugiego kółka nic się nie zmienia, dlatego stara się do tego przyzwyczaić. Tylko, że w takich warunkach nie sposób jest pływać tak, jak to wcześniej robił na treningach.. Ostatni nawrót i ostatnie 700 metrów pokonuje z niepewnością, jaki będzie czas. W najlepszych planach liczył na 1godzinę i 15minut. Wychodzi z wody, patrzy na zegarek i widzi: 1godzina i 12minut. Radość jak u dziecka.

Czas 1:12:30.
Miejsce 1030.

Image

Rower

Szybko przechodzi do strefy zmian i już ostro pedałuje w stronę Frankfurtu, ponieważ jezioro znajduje się 12km od miasta. To dobry czas na posiłek, ponieważ ten teren jest przychylny z łagodnym spadkiem. Po dotarciu do miasta nadrabia utracone płyny: pije a potem co 20minut je i pije chociaż nie ma ochoty. Robi to skrupulatnie i to go zajmuje. W tym momencie jego samopoczucie jest dobre. Wszystko układa się pomyśli.

Na 90km w wyznaczonej do tego strefie czekają na niego znajomi z jedzeniem. Wymienia  bidony z napojami, dostaje jedzenie. Odczuwa, że jedzenie bardzo mu służy i jest potrzebne. Zaplanował sobie, że będzie jadł na rowerze, a żele zostawi na maraton. Tak jak zaplanował, tak robi. To jest dobry plan. Gdy przejeżdża przez Frankfurt widzi żonę z dziećmi. Drugie kółko robi trochę wolniej, ale kończy je w dobrej formie.

Czas 5godzin 27minut i 36 sekund,  średnia 33km/h.
Miejsce 802.

Maraton

Po zejściu z roweru drugą zmianę robi wolniej, ponieważ chce dokładnie założyć skarpetki, tak aby nie było żadnych zagięć, które potem dają się we znaki w maratonie.

Gdy zaczyna bieg czuje lędźwie a nogi ma jak z drewna. Pierwsze kroki to próby truchtu. Podoba mu się, że ma przed sobą punkt odniesienia-tych, którzy są przed nim. To jego cel, ale pomału, bez nagłych zmian tempa, ponieważ nigdy nie biegł maratonu po pływaniu i jeździe na rowerze. Także nie wie, jakie tempo biegu będzie mógł wytrzymać. Jedyne co wie to, że jeśli przechodzi się od razu na tempo maratonu, to potem nie ma przebaczenia. Krok po kroku różnice się zmniejszają.

Na trasie jest wielu kibicujących Hiszpanów oraz rodzina i przyjaciele. To mu bardzo pomaga. Kibicują i wspierają aż do tego stopnia, że widać jak przyjmują na siebie Twoje cierpienie, żeby przekazać Ci całą swoją siłę. Takie obrazki ma przed oczami i przez cały czas żyje nimi.

Punkty z napojami stają się nieodzowne. Najwięcej pije wody i Coca coli, ale od 15km mięsień dwugłowy prawej nogi zaczyna twardnieć i nie pozwala mu na kontynuowanie kroku takiej samej długości jak wcześniej. Zaczyna więc pić izotoniki i wszystko to co mu wpadnie w ręce od organizatorów. Między żelami, izotonikami, wodą, Coca colą i kawałkami pomarańczy żołądek na szczęście nie odczuwa bólu. Wydaje mu się to nieprawdopodobne, ale po kilku kilometrach dwugłowy się odpręża, relaksuje i może kontynuować swoje. 

Image 

Półmaraton przekracza w 1:43. Dwie minuty szybciej niż sobie wcześniej założył. Wszystko idzie po jego myśli, a odcinki powinny być coraz krótsze. Żona na jednym końcu trasy, a trener na drugim informują go cały czas, kogo ma przed sobą i ile mu do nich brakuje. To mu dodaje motywacji, chociaż za nic w świecie nie zmienia tempa biegu. Jego plan zakładał, że jeśli da radę, aż do końca będzie miał takie same tempo jak na początku. Dlatego nagła zmiana tempa biegu może być niekorzystna, postanawia kontynuować swój rytm biegu. Po drodze widzi i mija znajomych, wśród nich swego brata Felipe. Linię mety przekracza razem ze swoimi dziećmi i ze skurczami, które pojawiły się w obu mięśniach dwugłowych z powodu zmiany tempa biegu przed metą. Czas 3:33.27. Miejsce 264

Image
Na mecie we Frankfurcie z Pacho i Sirą.

Łączny czas Ironman: 10godzin 19minut i 30 sekund, miejsce 503. Specjalne podziękowania dla żony i dzieci, przyjaciół, z którymi trenował i biegł oraz dla wszystkich FINISHER na całym świecie.

Będąc już trenerem Barcelony B Luis Enrique startuje jeszcze w dwóch Ironmanach:

-2009r., Ironman Niza 10:43:24
-2010r., Ironman Niza 12:28:14

Luis Enrique przebiegł Maraton, złamał 3 godziny, ukończył Ironmana. Wielu na jego miejscu dałoby sobie spokój, ale nie on. Ma już kolejny cel i kolejny start. Postanawia wesprzeć Fundację do walki z rakiem i wystartować w jednym z najtrudniejszych biegów na świecie: 245km po pustyni, słynny Marathon des Sables.

MARATHON DES SABLES

Przygotowania zaczyna ... kupując trzy plecaki: dwa obciążające go z przodu i z tyłu, trzeci tylko na plecy z 30l pojemności. Decyduje się na ten trzeci plecak.

Typowe jedzenie, które zabiera się na tego typu zawody jest podobne do tego dla alpinistów: mała waga, mały rozmiar i duży wkład kaloryczny, czyli przetwory zliofilizowane  w dużych ilościach. Próbuje takiego jedzenia w torebkach w domu i nie smakuje mu, dlatego mając na uwadze dobro swojego żołądka wybiera płatki zbożowe, mleko migdałowe w proszku i suszone owoce. Liofilizaty bierze tylko niezbędne.

Image
Puxa Xixón- naprzód Gijon! (rodzinne miasto)

Już w Maroku brakuje mu żony i dzieci zostawionych tyle dni. Przygoda jest warta poświęceń, ale potrzebuje bliskich i zdaje sobie sprawę z tego, gdy ich nie widzi, gdy ich nie ma. Kiedy był piłkarzem i dużo podróżował był bardziej przyzwyczajony. Nie będzie go na urodzinach ośmioletniej córki i przykro mu z tego powodu.

Przygotowuje plecak z jedzeniem i potrzebnymi rzeczami, w sumie 10kg. W pierwszą noc na pustyni przed startem śpi prawie 7 godzin bez przerwy. Atmosfera biegu jest nieprawdopodobna. Chwali organizację, pomimo że logistyczne przygotowanie biegu jest skomplikowane i chociaż jest tam 800 biegaczy. Dostaje numer startowy, chip i kartę kontrolną. Wie, że na pierwszym odcinku z plecakiem wypchanym do maksimum czeka go 14km odcinek po wydmach, pierwszy egzamin. Skończyły się prysznice i łóżka. Teraz nadchodzi najlepsze!

ETAP 1

30.03.2008  ERG CHEBBI-ERG ZNAIGUI   31.6 km

Wszędzie jest piasek królujący i pokazujący, że to jest jego teren.

Start. Nikt nie mógłby przypuszczać, patrząc na biegaczy, że biegną z 10kilogramowymi plecakami. Wszystkim udziela się euforia startowa. Po pierwszym kilometrze zaczyna się 13km odcinek wydm z wieloma podwyższeniami. Jedną z nich nawet trzeba pokonać na czworakach. Wydmy stanowią duży wysiłek dla mięśni. Bardzo ważne jest pokonać je przez miejsce najbardziej twarde lub dziewicze, żeby nie zapadać się za bardzo. Jest o to ciężko startując z tyłu. Trzeba dobrze wybrać drogę na wejście na wydmę, ponieważ co chwila się zapadasz. Tak samo jest, gdy stajesz na czyichś śladach. Trudno jest wybrać najlepszą drogę. Raz trafiasz dobrze, ale w większości przypadków mylisz się.. Co 15 minut pije wodę, a co pół godziny je. Wykorzystuje zbiegi oraz płaskie odcinki, żeby biec. Biegnie bez pulsometru, nie potrzebuje go tutaj. Woli słuchać swego organizmu.
Czas: 3godziny 43minuty 31 sekund, Miejsce: 41

Image

ETAP 2

31.03.2008  ERG ZNAIGUI-OUED EL JDAID  38 km

Drugi etap jest najtrudniejszy ze względu na pogodę. Muszą wytrzymać temperaturę maksymalną dochodzącą do 48stopni, żadnego wietrzyku. Brak wydm- na szczęście!- i biegnie się aż po horyzont. Biegniesz do tego horyzontu tam daleko, godzinę później do tamtego następnego horyzontu  i biegniesz dalej zanurzając się we własnych myślach.
Wkoło jest nieskończoność kamyków i kamieni, które chcąc nie chcąc i ze względu na zmęczenie kopiesz. Kilometry mijają, ale czasami poci się za bardzo. Próbuje nie odwodnić się i pije dużo. Przychodzi osłabienie i odcina go. W pewnym momencie czuje, że jest z nim źle. Postanawia iść spacerowo oraz jeść i pić wszystko, co może. Koniec tego etapu wydaje się nieosiągalny.... Cierpienie fizyczne i mentalne. Przybywa do wioski bez siły, żeby odpowiedzieć na pozdrowienia znajdujących się tam dzieci oraz staruszków.
Pojawiają się pierwsze rany, pierwsze bąble na stopach, chociaż po przebiciu ich i ściągnięciu wody i posmarowaniu jodem wytrzymują. Pierwszy błąd w zawodach. Ponieważ miejsce w klasyfikacji generalnej jest wysokie postanawiają z kolegami opróżnić wagę plecaka kosztem jedzenia. Zostawia pięć liofilizatów czekoladowych (500g) w obozie. Nawet nie przypuszcza jak mu ich później będzie brakowało...
Czas: 4godziny 12 minut i 28 sekund. Miejsce w tym etapie: 55 Miejsce w klasyfikacji generalnej: 42

Image 

ETAP 3
01.04.2008    ERGZNAIGUI-OUED EL JDAID 40.5 km

Ten etap chciał zadedykować swojej córce, Sirze, która kończy 8lat. Z powodu bólu na ostatnich kilometrach poprzedniego dnia, postanawia wyjść bardziej spokojnie razem z kolegami. Specjalne getry-onuce zabezpieczające już nie chronią przedniej części butów. Zaczynają się komplikacje. Zdejmuje buty, żeby strząsnąć piasek, który był w środku. Czuje ból na każdym nierównym stąpnięciu, czyli z każdym krokiem. Kiedy już jest w namiocie, zdejmuje buty, żeby zobaczyć swoje stopy i zaczynają się prawdziwe problemy. Najmniejszy palec jest kompletnie spuchnięty i cały w piasku. Czyszcząc go, ściąga plaster, który mało wytrzymał i schodzi mu kawałek skóry. Piasek i ropa panoszą się. Widząc to po raz pierwszy postanawia iść do lekarza. Kolega traumatolog radzi mu poprosić o antybiotyk, ponieważ widać ściągnięty paznokieć, co grozi infekcją. Oczyszczono mu ranę, opróżniono z ropy i piasku, założono opatrunek i chociaż prosi o antybiotyk, to ponieważ nie ma gorączki, lekarz mu go nie daje.

Image 

Ta noc jest najgorsza ze wszystkich. O pierwszej w nocy i przez prawie 5 godzin wieje tak silny wiatr, że wszystkie słupy w namiocie po kolei się przewracają. Przez noc prawie nie mrużą oka. Gdy porusza lekko palcem, czuje ból. Boli go i ból nie chce ustąpić. Źle to wygląda, a następnego dnia czeka najdłuższy etap, non stop 75km.
Czas: 5godzin 46 minut i 39 sekund.
Miejsce w tym etapie: 142 Miejsce w klasyfikacji generalnej 67

Image
 

ETAPA 4
02.04.2008  BA HALLOU-OUED AHSSIA  75.5 km

Sprawy mają się źle. Mały palec prawej nogi ma nieregularne kształty, jest bardzo spuchnięty, a ropa i piasek robią z nim co chcą. Jest odpowiednio zabezpieczony, chociaż piasek jest tak cienki i przenikający wszystko. Zaczyna ten etap kulejąc w butach, które pozostawia mu Pepe, kolega, który z powodu ran wycofał się z biegu. Buty Pepe na szczęście dla Luisa Enrique są o dwa numery większe niż jego własne. W swoich własnych nie byłby w stanie biec, ponieważ uwierały ten bolący palec. Bez szans na bieganie i na normalne chodzenie decyduje się iść kulejąc i próbując, żeby ten odcinek jak najszybciej minął. W ciągu kilku chwil jest na końcu stawki. Wiele razy utyka, ponieważ źle się idzie w ten sposób, a sprawy mogą się jeszcze pogorszyć. Zaczyna mieć problem z wewnętrzną częścią stóp. To w jakimś stopniu jest spowodowane tym, że musiał wyjąc wkładki z butów, ponieważ nogi nie wchodziły mu bez nacisku.

Pokonywane kilometry odczuwa coraz bardziej i nie ma jasności, czy warto dalej iść... To najcięższy moment. Kilometrami szuka chociaż jednego motywu, żeby kontynuować w zawodach w taki sposób i po dłuższym czasie nie znajduje żadnego. Głowa mówi mu, żeby się wycofał. Nie ma też sensu wlec się, myśli o żonie i dzieciach. Nie chce, żeby wiedzieli jak cierpi. Jakby jeszcze tego było mało na tym etapie musi pokonać górę z 25% nachyleniem. W niektórych odcinkach jest nawet lina, która ułatwia ustawionym gęsiego biegaczom wejście. Nie brakuje też wydm, ale nie są tak ciężkie jak te na początku.

Kiedy zapada zmierz, tak około 18:30 uczestnicy mogą iść dalej, dzięki oświetleniu w czapkach i szukając punktu odniesienia, jakim jest laser ustawiony przez organizatorów na ostatnim punkcie kontrolnym. Widać go praktycznie z odległości 20km. Po ponad 15godzinach bólu przybywa do namiotu numer 12 całkowicie wykończony. Przed nim cała noc i cały dzień odpoczynku. Tego potrzebuje.

Image
 
Czas: 15godzin 11 minut i 40 sekund.
Miejsce w tym etapie: nie wie i nie obchodzi go to
.
Miejsce w generalnej: tak samo- jego bieg jest teraz inny.
 

02.04.2008 Odpoczynek

Dzień odpoczynku bardzo mu pomaga. Jak tylko wstaje rano, idzie do kliniki, aby zdezynfekować ranę na palcu i leczyć stopy. Palec jest bardzo zsiniały i całkowicie spuchnięty. Spacer do namiotu lekarza to epopeja. Dziesiątki innych biegaczy też tak się wlecze.. Jako nagrodę organizatorzy w dniu odpoczynku sprezentowali każdemu biegaczowi Pepsi, prawie zimną. Smakuje jak zwycięstwo.

Image 

ETAP 5
04.04.2008  OUED AHSSIA-ISK N'BRAHIM  42.2 km

Analizując ten maratoński odcinek wydaje mu się, że mógłby go skończyć w 6-7godzin, ale rzeczywistość jest inna, odległa... Obie stopy poranione w części środkowej, tej podpierającej, połączone z palcem sprawiają, że jego próby szybszego spaceru są skazane na niepowodzenie. Ponieważ każdy krok sprawia mu cierpienie, zmienia strategię. Robi dłuższe kroki, bo chociaż boli go wtedy bardziej w jednym miejscu, ale jest on skoncentrowany i szybciej skończy, co w sumie oznacza mniej bólu.

To jest bardzo ciężki odcinek, dużo bardziej niż przypuszczał. Zajmuje mu ponad 9godzin ukończenie go i jego twarz wiernie oddaje cierpienie, ale gdy dociera, inni koledzy już czekają tam na niego. To jest emocjonujący moment. Gdy udaje się do kliniki, jego plecak i wodę koledzy zabierają do namiotu. Po raz pierwszy odkąd zaczął się bieg jest zasięg i może porozmawiać z żoną Eleną, co bardzo mu pomaga.
Zostaje mu już tylko jeden ostatni krok.
Czas etapu: 9godzin 5minut i 40 sekund

Image 

ETAP 6
05.04.2008  ISK N'BRAHIM-TAZZARINE    17.5 km

Ten etap jest wyjątkowo gorący. Pozostali biegacze w poszukiwaniu marzenia odfrunęli i w ciągu kilku minut zostaje sam z dwoma innymi biegaczami: Salvatorem i Marcelem, który również nie może biec z powodu problemów ze stopami.Kilometry wloką się strasznie i do punktu kontrolnego docierają wykończeni. Przed przybyciem mijają wioski, gdzie dzieci proszą o jedzenie. Podczas tego ostatniego etapu dają im wszystkiego po trochu: bidony, żele, batony, cokolwiek.

Podczas tego etapu mimo bólu jest zmuszony do nie okazywania żadnego gestu cierpienia ani narzekania, które pokazałoby jego udręki. Wydaje mu się bowiem, że jeśli będzie narzekał, to ten ból przejdzie na jego dzieci i bliskich, a w ten sposób przyjmuje go wyłącznie na siebie. Wierzy, że pomaga mu to pokonać wysyłane przez umysł myśli, próbujące zbojkotować jego dalszy bieg. Teraz już tylko meta może go zatrzymać. Gdy w końcu przekracza ją w wiosce Tazzarine, czekają tam na niego wszyscy koledzy z namiotu 12. Może to wydawać się dziwne, ale nie czuje żadnej radości, żadnych emocji. Przybycie, które wcześniej przez tydzień sobie wyobrażał i wymarzył. Oczekiwał innego typu reakcji, ale jego organizm tylko odczuwa olbrzymią ulgę.. nic wspólnego z osiągnięciem wyzwania. Uściski z kolegami przynoszą ulgę i dodają sił. Przypomina sobie o Pepe. Jego wycofanie się z biegu i jego sprzęt były tym popchnięciem, które pozwoliło mu kontynuować to szaleństwo. Obiecuje, że kiedyś jeszcze tu z nim wróci.
 
Image 
 

Czas etapu: 3godziny 14 minut i 45 sekund.
Łączny czas: 41 godzin 14minut i 43 sekundy
Miejsce: 301

Tak Luis Enrique podsumowuje swój start w Marathon des Sables i takie ma rady dla chcących w nim wystartować:
-niewątpliwie to najbardziej ciężka impreza ze wszystkich, w których brałem udział,
-doświadczenie w wymiarze ludzkim na 100% wskazane,
-polecam Wam buty kilka numerów większe i takie, które nie pozwalają piaskowi łatwo przenikać, ale które pozwalają oddychać stopie. Zabezpieczyć je będą specjalne getry-onuce, które przyczepia się do rzepów. Szewc musi je dokładnie przyszyć wokół całego buta, powtarzam wokół całego buta. Jeśli jest jakaś część, gdzie nie może ich przyszyć, wybierzcie inne buty.
-będzie lepiej, jeśli możecie wystartować z grupą przyjaciół, ponieważ chociaż poznacie wielu wartościowych ludzi, to w ciężkich momentach, będziecie potrzebowali wsparcia kogoś, kto będzie Was dobrze znał,
-spanie na ziemi z kamieniami wbijającymi się w ciało, wytrzymywanie silnych wiatrów, spadającego namiotu w nocy, załatwianie swoich potrzeb na oczach wszystkich i oglądanie, jak inni to robią, niedojedzenie, odczuwanie zimna i gorąca w krótkim czasie, wysłuchiwanie chrapania i limitowany dostęp do wody- to wszystko składa się na podróż w Marathon des Sables i zapewniam Was, że stanie się częścią niezatartego wspomnienia w Waszym życiu.
-Powodzenia!

TRENER

Luis Enrique nigdy nie był zawodowym maratończykiem ani triathlonistą ani tym bardziej ekstremalnym biegaczem. On był piłkarzem, a jego ukochanym sportem zawsze była piłka nożna. Gdy już złamał 3godziny w maratonie, ukończył Ironmana i dobiegł do linii mety na pustyni z kontuzjowaną stopą, wrócił do swoich korzeni, wrócił do piłki. Działacze FC Barcelona złożyli mu ofertę przejęcia po Guardioli drużyny rezerw tego klubu złożonej z wychowanków.

Młodzi piłkarze Barcelony od pierwszego momentu byli zauroczeni swoim trenerem, który na treningi wielokrotnie przyjeżdżał rowerem ze swego oddalonego o 20km domu w Gava Mar. Imponowało im, że mają zajęcia z kimś, kto wcześniej był piłkarską legendą, ale kto nadal jest w świetnej formie i w przerwie w rozgrywkach startuje w Ironmanie. Luis Enrique zaszczepił w nich walkę od pierwszej minuty do ostatniej, od pierwszego meczu do ostatniego, do nie poddawania się nigdy. Dla takiego trenera można by w ogień wskoczyć. I wskoczyli! We wszystkich meczach grali z taką pasją, jakby to był finał mistrzostw świata. Przyszły sukcesy. Najpierw pod jego wodzą pierwszy raz od 11 lat awansowali do II ligi, a będąc już na zapleczu Primera División zadziwili cały hiszpański piłkarski świat zajmując trzecie miejsce. Ktoś mógłby spytać: co w tym dziwnego zająć trzecie miejsce w drugiej lidze?

Luis Enrique prowadził drużynę złożoną z samych wychowanków, prowadził drużynę, której regulamin nie pozwalał na awans do I ligi, prowadził drużynę, która przed każdym meczem była regularnie osłabiana, ponieważ najlepsi piłkarze byli powoływani do kadry pierwszej Barcelony.

Image 

Pomimo tych wszystkich trudności „Niños de Barcelona" dowodzeni przez trenera-maratończyka zajęli najlepsze miejsce w historii klubu, prezentując przez cały sezon ofensywny futbol i walcząc do upadłego w każdym meczu. Strzelili najwięcej bramek w rozgrywkach, 85 (razem z Betisem) a jeden z nich z 32. bramkami został królem strzelców.

Czy działacze Romy postąpili słusznie zatrudniając debiutanta, pokaże przyszłość. Włochy to ojczyzna catenaccio, a liga włoska należy do jednych z najcięższych na świecie. Sam Luis Enrique obiecuje, że jego Roma będzie grała ofensywny, widowiskowy futbol taki, który przyciągnie na stadion wielu kibiców mających frajdę z oglądania jego drużyny.

Czy mu to się uda, przekonamy się już wkrótce. Kibicuje mu wielu biegaczy, życząc dalszych sukcesów na trenerskiej ławce. Jak do tej pory wszystkie cele, które Luis Enrique sobie wytyczał -biegowe, triathlonowe, szkoleniowe, zrealizował.

Maciej Rudnik
WARSZAWIAKY

Film z hiszpańskiej TV. Ostrzeżenie dla wrażliwych czytelników „Maratończyka- sceny między 7:47-8:07 są trochę drastyczne.

{moscomment}