ImageKuba Kumoch: Szczęściem należy się dzielić, a dla mnie szczęście bierze się z przebiegnięcia 10-kilometrowego dystansu poniżej 40 minut. Jak pierwszy raz to zrobiłem, to rzuciłem się na szyję pierwszej napotkanej osobie, a jak zrobiłem to niedawno po raz któryś, to traktowałem już jako rzecz oczywistą. "Potomstwo moje - proszu brat' moj primier", jak to mówił Suworow. Do osiągnięcia tego szczęścia potrzeba: a.) butów, b.) sprawnej pary nóg, c.) empetrójki i d.) no właśnie...
O treningu się nie wypowiadam, bo g... wiem. O butach i empetrójce się nie wypowiadam, dopóki mnie jakiś producent nie zatrudni na PR-owca. Wypowiem się o muzyce, którą wybrałem sobie do łamania czterech dych. Wybór jest subiektywny, eklektyczny, niemainstreamowy i niekiedy wkurzający.

Po pierwsze, żeby złamać 40' na 10 km należy stanąć na starcie. Po drugie opanować drżenie nóg, bo przed dychą nogi się ma jak z waty. Po trzecie podzielić 40 przez 10 i uświadomić sobie, że każdy kilometr będziemy biegli w 4 minuty. Po czwarte uzbroić się w zegarek i naramiennik do noszenia empetrójki. Na miejsca! Start!

BALASZEVIĆ NA PIERWSZE 500 METRÓW

Piosenka na rozruch nie może zawierać emocji, za to ma walić po głowie, tak żeby nie pojawiła się w niej myśl "ja nie chcę!". Uderzenia dostosowujemy do rytmu serca (u mnie przy tempie 3:45/km wali na początku jakieś 165/minutę, w tym kawałku 230/minutę). Region dobrany według sentymentów. U mnie będzie to Djordje Balaszević - bard Serbii i przez lata głos sprzeciwu wobec dyktatury Miloszevicia. Ale korzystam z unikalnej płyty "Neki novi klinci", którą w hołdzie bardowi nagrały mało znane kapele z nowosadzkiej sceny.


MOORSOLDATEN DOWIOZĄ CIĘ DO 2. KILOMETRA

Pierwsze 500-600 metrów za nami. Tempo pozostaje, Balaszević też. Teraz punkowskie wykonanie jego lirycznej piosenki o "Pięknej córce popa". Punki co prawda zmieniły tekst: chłopiec, który podgląda dziewczynę w rzecznej kąpieli i bez opamiętania zakochuje się w ofierze swojego voyeryzmu, staje się bywalcem jednego z klubów, który równie bez pamięci zakochuje się w pannie. I to nic, że opowiadają o niej, że się "szprycuje, ryćka i słucha punka". Bohater Balaszevicia musi przełknąć gorzką pigułkę - "lepa protina kći" wychodzi za mąż. Bohater punków też: policja wyprowadza jego wybrankę za handel zielskiem.

Piosenka numer dwa, z którą dojedziemy prawie do końca 2. kilometra to niemiecka "Moorsoldaten". To hymn socjaldemokratów i komunistów zamkniętych w obozach pracy. Ładna, napisana w połowie lat 30., śpiewana była przez niemiecką lewicę w czasie wojny w Hiszpanii, potem była obowiązkowym elementem uroczystości w b. NRD, na końcu odkrył ją Hannes Wader, a wreszcie punkowskie lewackie kapele. Do biegania na 10 km "Moorsoldaten" nadają się tylko w wykonaniu tych ostatnich.

 


NA TRZECIM KILOMETRZE MYŚL O BIAŁEJ GÓRZE

Zmieniamy kraj i przekonania. Piosenka "Bila hora" to mój ulubiony kawałek Daniela Landy. Czech, znany z tego, że w młodości hajlował i śpiewał "Karel Gott mit uns", jak wydoroślał, to przeprosił i powiedział, że już więcej nie będzie. Czeski wykształciuch do dziś mu to wypomina, ale ja przyjmuję jego apologies. Ciekawocha: jest dziś jedynym znanym muzykiem w całej Europie Środkowej, który wyrósł z ruchu skinowskiego. "Bila hora" opowiada oczywiście, o bitwie, która w 1620 roku na ponad 300 lat zawiesiła istnienie narodu czeskiego.

Piosenką numer dwa, zanim przekroczymy granicę 3,5 kilometra jest kolejny hit Balaszevicia - "Nikad kao Bane" - zajebisty protest przeciwko politycznemu karierowiczostwu.



GRABAŻ NAUCZY CIĘ BIEGAĆ

Co, boli?! Ma boleć! Jesteś tuż przed 4. kilometrem i jeżeli utrzymałeś tempo, to zaiwaniasz na czas poniżej 40 minut. Teraz zasada jest taka: mózg nie chce już tłuczenia. Domaga się czegoś intelektualnego - 4. kilometr to pierwszy moment, kiedy zaczynasz uciekać w myślenie. Słuchaj więc czegoś, co zapewni ci intel-doznania i jednocześnie nie osłabi tempa.

Przetrwanie do 5,2-5,5 kilometra zapewni ci "Pidżama porno" i jej dwa kawałki "Koszmarów cztery pary" i "Bułgarskie centrum chujozy". Jak słyszę to drugie, to myśli zawsze wędrują mi ku jednej z firm, w której kiedyś pracowałem. Biegnie mi się od tego szybciej! "Koszmarów cztery pary" odzwierciedlą za to Twój nastrój. Pomyśl tylko: posłuchasz sobie dwóch kawałków Grabaża i już masz pół dystansu za sobą.





Z KACZMARSKIM DOTRWASZ DO FINISZU

Jacek Kaczmarski poprowadzi cię za tabliczkę z napisem "7 km". Zrobią to jego trzy kawałki, przy których po raz pierwszy pobiegłem dziesiątkę w 39 minut. "Somosierra" przekona Cię, że "ci co polegli idą w bohatery, ci co przeżyją pójdą w generały", drugi kawałek dopasowany jest rytmicznie - to "Karmaniola 81", trzeci to "Kmicic". Tutaj zastosowałem technikę obcinania końcówek utworów. Są zazwyczaj zbyt wolne, albo zawierają morał ("Somosierra"), który Cię zniechęci.

 




KOOS KOMBUIS DOPROWADZI DO METY

Dobra, wujek/ciotka! Jesteś już za 7 kilometrem. Niech zgadnę co cię boli, bo mnie zawsze w tym miejscu boli żołądek i tyłek. Pociesz się, że masz przed sobą jakieś 10 minut biegu, czyli tyle co porządnemu dziennikarzowi ogólnopolskiej gazety zajmuje pobyt w palarni (80 proc. dziennikarzy jara - nie rozumiem tego fenomenu).

Masz jeszcze dwa kawałki. "Devojka sa czardasz-nogama" Balaszevicia w wersji gothic rock (jak coś nie tak piszę, to niech mnie Piotr Bratkowski poprawi) i "Liela se kitaar" - o kurde, jak ja lubię ten kawałek i w ogóle Koosa Kombuisa.


 
META W ABSOLUTNEJ CISZY

Według moich wyliczeń biegniesz jakieś 38 minut i na większości tras widzisz już metę. Muzyka przestaje grać, a ty dajesz, wujek/ciotka, dajesz. "Nie ma letko". A jak zrobiłeś to co ci doradziłem i jesteś "po tamtej stronie", to może kiedyś będziesz wdzięczny.

Ps. Autor ucieka od mainstreamu (także muzycznego) od kiedy w 1986 roku w NRD nie wybrano go do wspólnej polsko-enerdowskiej drużyny piłkarskiej na mecz z zespołem Traktor Neukloster. Brak występu przeciwko tej IV-ligowej drużynie stał się dla niego przyczyną traumy.

Ps2. Jeżeli ktokolwiek znalazł wykonanie "Moorsoldaten" po angielsku, ale nie przez "Dubliners" tylko przez Joan Baez, to błaaaagam. Szukam tego od lat.

Ps3. Autor dziękuje jeszcze raz Piotrowi Pacewiczowi, za przekonanie go do koncepcji szczęścia biegowego (już raz to zrobił osobiście).

Ps4. Niniejszy wpis może zostać odebrany jako zbyt powalony przez każdą osobę, która nigdy nie biegła 10 kilometrów. Przepraszam.


Blog Kuby Kumocha:
http://jakub-kumoch.redakcja.pl
{moscomment}